Bajka o niemarnowaniu żywności

828x315_01

Kubuś i Tosia mądre dzieciaki

Mamo, powiedz jak się czujesz,

kiedy żywność tak marnujesz?

Czemu wrzucasz ją do śmieci?”

-zapytały mamę dzieci.

~

Kubuś zwrócił się do Tosi:

-“To o pomstę przecież prosi.

Tyle ludzi wciąż głoduje,

a tu żywność się marnuje“.

~

Mama mocno się zdziwiła,

gdyż lodówkę właśnie myła.

– “Na pytanie powiem szczerze,

te produkty są nie świeże.

Chleb jest czerstwy, pory zgniły,

ryby śluzem się pokryły.

Mięso śmierdzi, ser pleśnieje

ja niebawem osiwieję.

Jeśli chcecie, może Tosię

mianujemy na gosposię.

Niech obiady nam gotuje

sprząta, szyje i matkuje“.

~

Tosia się pod boki wzięła

i wesoło uśmiechnęła.

-“Umiem sprzątać i ceruję,

w kuchni pomóc też spróbuję.

Oto przykład, skoro chciałaś,

wczoraj  rosół gotowałaś.

Gdzie podziały się warzywa?

Z nich sałatka świetna bywa“.

~

Kubuś szepnął w swojej złości:

-„My mówimy o żywności.

Po co tyle jej tu mamy,

skoro wciąż ją wyrzucamy?

Pani w szkole wspominała

jak oszczędność, nawet mała,

może wielkie mieć znaczenie,

a przykładem jest jedzenie.

Jak kupować, przechowywać,

co jest zdrowe, a co zbywać.

Co potrzebne, a co nie,

teraz nawet dziecko wie”.

~

Tu się Tosia znów wtrąciła,

która siostrą Kuby była.

-„Trzeba wszystko zaplanować,

aby później nie żałować.

Tak więc, by nie zgubić wątku

może zacznę od początku.

Pierwsza sprawa oczywista-

to zakupów pełna lista.

Zróbmy listę więc zakupów,

aby nie mieć już wyrzutów.

Siądźmy razem i spróbujmy:

*Nic „na zapas” nie kupujmy.

*Niczym wulkan przed wybuchem

to zakupy z pustym brzuchem.

Nic nie wróży nam dobrego

kupowanie ”na głodnego”.

*Czytaj w sklepie etykiety,

wśród produktów są niestety,

te co czasem nam wręcz szkodzą

i na zdrowie nie wychodzą.

* Patrz na datę też ważności,

czyli termin przydatności.

Dłużej produkt wszak poleży,

jeśli dłużej będzie świeży.

*Często zaś promocje wszelkie

mają też minusy wielkie.

Krótki termin przydatności

może świadczyć o jakości.

Kupisz więcej niepotrzebnie,

potem to w lodówce zwiędnie.

Zanim zjesz to się zepsuje,

a twój budżet to odczuje”.

~

Mama chociaż oniemiała,

dalej dzieci słuchać chciała.

Zdała sobie nagle sprawę,

że to bardzo jest ciekawe.

Tak prawdziwe i okrutne,

a w swej prawdzie jakże smutne.

Dzieci ciągle wciąż mówiły,

jakby w jakimś transie były.

~

-“Też posiłki marnujemy,

gdy w całości ich nie zjemy.

Resztki w koszu wciąż lądują,

bo dodatki nie smakują.

Na to sposób także mamy,

mniej na talerz nakładamy,

lepiej sięgnąć po dokładkę

a osobno zjeść sałatkę.

Co z obiadu pozostanie

można zjeść wszak na śniadanie.

Ktoś kto powie: „też mi miód”.

Nie wie co to znaczy głód”.

~

Kubuś wtrącił swe dwa groszę:

-„Tylko spójrzcie bardzo proszę“.

Drzwi lodówki wnet otworzył,

po czym dłonie w piąstki złożył.

-“Nie chcę wcale być niegrzeczny,

lecz porządek jest konieczny.

Każda rzecz ma miejsce swoje.

W naszą spojrzeć aż się boję.

Nic nie widać- tak zapchana

można szukać w niej do rana”.

~

Wyjął z półki pomidory.

-„To w lodówce? Ktoś jest chory.

Już tłumaczę o co chodzi.

Dolna półka bardziej chłodzi.

Tam jest miejsce mięsa, ryby,

tam nie muszą leżeć grzyby.

Twaróg, mleko czy wędliny

leżą na niej bez przyczyny.

Dla nich półka jest środkowa

to tam właśnie je się chowa.

Dżemy, ciasta i słoiki

czy z obiadem pojemniki,

górną półkę okupują,

bo tam się najlepiej czują.

Masło, olej czy też jajka,

to zupełnie inna bajka,

w drzwiach lodówki się chowają

i tam swoje miejsca mają.

Są na dole też szuflady,

które nie są na odpady.

To owoce i warzywa

każda z szuflad właśnie skrywa.

Ma być czysto i przejrzyście

i pachnąco oczywiście.

Bo gdy smród się jakiś czuje

znaczy to, że coś się psuje”.

~

       Kubuś wraz z Tosią poszli spać,

       rano do szkoły muszą wstać.

       Mama jeszcze się krzątała,

       w nocy raczej mało spała.

        A gdy wstali wcześnie z rana

        w kuchni była wielka zmiana.

        W szafkach już produkty stały,

        dostęp do nich był wspaniały.

        Mama posiłek pyszny robiła,

        z chleba czerstwego grzanki smażyła.

        Zaś gotowane wczoraj ziemniaki

        świeżych kopytek przybrały smaki.

    Kurczak z rosołu co jeszcze został,

    zmienił się w pasztet i medal dostał.

    Był kompot z suszu w ogromnym dzbanie

    Takie „z odzysku” było śniadanie.

        

//Leszek Sulima Ciundziewicki//

                     Chicago 4 lipca 2016

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.